Prawdopodobnie najlepsza gra ostatnich miesięcy... I MAED A GAM3 W1TH Z0MB1ES 1N IT!!!1
« July 2009 | Main | September 2009 »
Prawdopodobnie najlepsza gra ostatnich miesięcy... I MAED A GAM3 W1TH Z0MB1ES 1N IT!!!1
Pozwoliłem sobie opublikować komentarz do wpisu na blogu Appgamer dot. piractwa aplikacji na iPhone. Tu go zacytuję razem z obrazkiem, który się nie wkleił na blogu:
iPhone jest trochę jak BMW, wielu chce go mieć, niewielu stać na kupno, utrzymanie i serwisowanie bo nie mają kasy na pokrycie całkowitego kosztu posiadania takiej zabawki. Więc radzą sobie ludzie jak mogą, tu oszczędzą, tam ukradną, tu coś przysztukują. I tak jakoś się żyje ‘na niby,’ ważne że można przyszpanować przed tymi, którzy też by chcieli a nie mogą. Piszę aplikacje na iPhone i mam bardzo proste podejście do tematu piractwa, interesują mnie tylko Ci, którzy płacą. Piraci mnie nie obchodzą; nie mają mi nic do zaoferowania, ja też nie mam im nic do zaoferowania. Jest taki rysunek, który lepiej wyraża to co myślę niż to co potrafię napisać:

Jeżeli to kogoś obraża, trudno, jak ktoś nie chce zapłacić $0.99 za grę tylko kombinuje jak ją ukraść nie szanuje nie tylko autora gry, ale i siebie. Czy piraci zastanawiali się kiedyś nad tym, że w ten sposób ustalają swoją stawkę godzinową na poziomie $0.99 ~ $0.49 za godzinę. Coś na poziomie przebierania śmieci w Chinach lub Indiach.
Posted at 04:45 PM in Komentarze | Permalink
Co za tydzień! Apple odrzuca program Google Voice z iTunes App Store, Eric Schmidt odchodzi z zarządu Apple, a Techcrunch drąży sprawę niepisanej umowy między Apple i Google o nie podbieraniu sobie pracowników (wg. anonimowego źródła firmy zgodziły się nie występować z ofertami pracy, ale nie miały nic przeciwko rozmowom z pracownikami drugiej strony gdyby Ci poprosili konkurenta o pracę). Sprawą zajmuje się Departament Sprawiedliwości USA, ale wydaje się to zbędne, bo po odejściu Schmidt'a i zamieszaniu z Google Voice rękawice poszły w kąt i zaczęła się walka na pięści, czyli czysty zdrowy kapitalizm znów weźmie górę nad niepisanymi "dżentelmeńskimi umowami."
A tymczasem Wired przypomina kulisy zastrzyku w wysokości 150 milionów dolarów, jaki Apple dostało od Microsoftu w 1997. Oficjalnie Apple zgodziło się na:
Microsoft zgodził się na:
To było wtedy, gdy dział Microsoft Office for Mac był w Microsofcie częścią działu rozrywki i sprzętowego (E&D, Entertainment & Devices) zajmującego się w 1997 r. produkcją takich cudów techniki jak Microsoft IntelliMouse i Microsoft Natural Keyboard (nb. najlepsza klawiatura jakiej używałem od czasów IBM Model M, wyleczyła mój Carpal Tunnel Syndrome). Nadal jest zresztą częścią tego działu, co można wyczytać z pewnej notki biograficznej na stronach Microsoftu.
Blogerzy uzupełniają ten artykuł przypominając mało znane fakty, które po raz kolejny udowadniają starą prawdę, że w biznesie nie ma sentymentów i nikt nikomu nie daje nic za darmo. Apple dodatkowo zgodziło się wycofać z sądów kilka pozwów przeciwko Microsoftowi o m.in. skopiowanie interfejsu użytkownika systemu Mac OS w systemie Microsoft Windows. Ale to nie jest najciekawszy pozew skierowany przez Apple przeciwko Microsoftowi. Znacznie bardziej interesujący jest pozew o kradzież kodu QuickTime. Firma Canyon, która pisała dla Apple wersję QuickTime for Windows sprzedała, łamiąc zapisy umowy z Apple, kod źródłowy Microsoftowi, dzięki czemu Video for Windows nagle zaczął przerzucać klatki wideo szybciej niż pan Janek w czasie szkolnego pokazu slajdów. Aby nie utracić obsługi multimediów w systemie Windows Microsoft zapłacił Apple za wycofanie tego pozwu sumę znacznie większą niż oficjalna inwestycja 150 milionów dolarów w akcje Apple. Nie żeby nie próbował utłuc QuickTime przy okazji...
Posted at 11:23 PM in Komentarze | Permalink
Tom Armitage opublikował bardzo ciekawy i bogato ilustrowany artykuł nt. uzupełnionej rzeczywistości (augmented reality). Artykuł jest interesującym przeglądem możliwości AR. Polecam każdemu, kto chce dowiedzieć się dokąd zmierza postęp technologiczny, w jakie nowe funkcje będą wyposażane smartfony, itp.
O AR piszę na tym blogu tak często nie bez powodu, bo pracuję obecnie nad grą wykorzystującą AR oraz nowe możliwości technologii mobilnych, więc temat ten jest mi bardzo bliski.
Posted at 09:48 AM in Uzupełniona rzeczywistość | Permalink
Od paru dni trwa w internecie idiotyczna "rebelia" skierowana przeciwko Apple. Prym wiodą "wpływowi" blogerzy, którzy chcą na tym zbić interes i zwiększyć CPC na swoich blogach. Miałem to przeczekać, ale ponieważ przecieki tej zadymy docierają do polskiej blogosfery, pozwolę sobie napisać co o tym myślę.
Najgłupszym artykułem jaki ostatnio przeczytałem na temat Apple jest chyba wpis pt. "Apple: Secrecy Does Not Scale", którego autorem jest Anil Dash. Zaczynam od tego właśnie "dzieła", bo są to typowe popłuczyny wymęczone przez popularnego blogera stroszącego pióra przed innymi blogerami. Jak sam autor wyjaśnia na swoim blogu, od 1999 roku pisze o tym jak powstaje kultura. Co do tego ma Apple? Oj, wszystko można podpiąć pod wszystko... trzeba się tylko postarać.
Anil próbuje przekonać czytelnika o tym, że utrzymywanie w tajemnicy informacji nt. swoich produktów, usług i decyzji kosztuje Apple zbyt wiele. Zdaniem autora Apple powinno to zmienić i odrzucić swoje podejście do tajemnic biznesowych na rzecz większej otwartości. Przytacza potem trzy przykłady na to jak Apple, przez ścisłe pilnowanie swoich tajemnic niszczy podstawy swojego biznesu i że tak "nie da się dalej funkcjonować z moralnego i etycznego punktu widzenia":
Pozwólcie, że odniosę się do tych trzech przykładów:
Nie umniejszając wagi tragedii jaką jest samobójstwo młodego pracownika Foxconn'a, nie pasuje mi w całej historii jeden puzelek---jak to się stało, że z odebranych z linii produkcyjnej 16 urządzeń jedno ginie i dopiero po kilku dniach osoba odpowiedzialna za wysyłkę zauważa brak jednego z nich? Fabryka Foxconn'a mieści się w zwartym kompleksie, którego nie trzeba opuszczać aby przenieść paczkę z linii produkcyjnej do biura a potem do biura wysyłki. Jeden iPhone to naprawdę nie jest igła w stogu siana. Nie usprawiedliwia to oczywiście przeszukiwania mieszkania pracownika bez udziału policji, ale nie jestem przekonany, że wywierano na nim presję czy kierowano pod jego adresem groźby karalne.
Być może okazało się, że chłopak pracował dla konkurencji, z którą "podzielił się" jednym z prototypów. Jego szef mógł mu powiedzieć nawet tylko tyle, że jeżeli Foxconn straci przez to kontrakt z Apple, to tysiące pracowników pójdą przez to na bruk. I co mają wtedy zrobić? Blogować? Chłopak prawdopodobnie zdał sobie z tego sprawę i to mogło popchnąć go do skoku z okna. Czy naprawdę Apple jest za to odpowiedzialne? Czy winien jest Foxconn? Ile takich rozmów z bęcwałami, którzy niweczą starannie przygotowane plany biznesowe odbywa się w USA, Kanadzie czy Europie? Jasne, że większość z nich nie skacze potem z okna, ale też nikt w Chinach nie skacze z tego powodu z okna co tydzień.
Zadyma przy okazji usunięcia Google Voice z Apple iTunes App Store jest oczywiście okazją do zwiększenia oglądalności stron blogów np. Michael'a Arrington'a, który chce za wszelką cenę rozdawać karty w Silicon Valley. Podobnie jak autorzy artykułów, komentarzy i książek nt. inwestowania na giełdzie, dobrze wie, że łatwiej jest zarabiać pisząc o tym i organizując konferencje niż samemu inwestować własne pieniądze. Po co spać po kilka nocy z rzędu walcząc kodem, brakiem pieniędzy, rozpadającym się życiem prywatnym i żebraniem o kapitał u wszechmocnych VC, którzy potem zwykle w zamian za zainwestowane pieniądze wyrzucają założycieli na bruk? Arrington zna to zbyt dobrze, więc uwił sobie ciepłe gniazdko jako komentator. Teraz, po "skandalu" z Google Voice ostentacyjnie roztrzaskał i porzucił swojego iPhone'a, przeszedł do obozu Android'a, ale na wszelki wypadek zostawił sobie iPod Touch'a. Konsekwencja godna podziwu... aha, i jeszcze jedno--Arrington ma zamiar produkować CrunchPad, czyli tablet, którym chce coś udowodnić Apple... nie ma w tym żadnego konfliktu interesów, nieprawdaż?
Wracając do tego, co napisał Anil i jego obsesji z "tajemnicami Apple" to owe "tajemnice" są cześcią kreowania przez Apple swojego wizerunku. Czy pracownicy AMD albo Intela opowiadają o tym nad czym pracują każdemu kto o to zapyta? Apple korzysta na tworzeniu sztucznej atmosfery tajemnoczości, bo to pozwala im zdobyć nieproporcjonalnie dużą do ich udziałów rynkowych część uwagi konsumentów. To jest po prostu mądra gra według zasad "attention economy", tak bardzo hołubionej wśród blogerów. Podejrzewam, że w całym tym narzekaniu chodzi o to, że Apple nie traktuje blogerów w jakiś szczególny sposób jak to robi np. Nokia, która niewiele z tego ma, bo i tak blogerzy piszą w większości o tym jaki świetny/marny jest iPhone.
Apple to zwyczajna firma podlegająca prostemu równaniu:
przychód - koszt = zysk
Ponieważ Apple nie produkuje pecetów i ma dość mały udział w rynku komputerów osobistych, aby przetrwać ma dwa wyjścia:
Jak pokazuje przykład bankrutującego OQO (założonego przez byłych inżynierów Apple), pierwszy model jest receptą na niepowodzenie. Pozostaje drugi, który wymaga olbrzymiego nakładu sił i środków na badania, projekty i marketing oraz utrzymania wielu rzeczy w tajemnicy. Nie mam z tym problemu, bo utrzymywanie spraw w tajemnicy to norma w biznesie IT. Apple nie jest pod tym względem bardziej agresywne niż inne firmy. Spróbujcie dowiedzieć się konkretów na temat następnego systemu operacyjnego Microsoftu albo szczegółów implementacji ACPI na laptopach ASUS-a. Życzę powodzenia.
Czy Apple jest rzeczywiście złe? Gorsze od innych? To bzdura. Apple popełnia błędy, ale nie angażuje się np. w działalność mającą na celu trudny do zaakceptowania poziom naruszania naszej prywatności. Owszem, ma swoje grzeszki, zdarza się im kopiować pomysły innych i alienować tym developerów, podobnie jak Microsoft oraz inni wielcy gracze na rynku IT. Podam kilka przykładów:
Drodzy moralizatorzy! Odpieprzcie się od Apple i zacznijcie zadawać pytania o sprawy ważne, o to dokąd prowadzi rozwój technologii oraz nowe prawa tak mocno ograniczające wolność jednostki, które są wprowadzane na świecie.
Na koniec przytoczę prawdziwą historię dotyczącą otwartości w biznesie.
Chris Anderson, autor książek pt. "Long Tail" i "Free" (Darmocha), kolejny "wpływowy" bloger, założył mały biznesik produkujący zestawy do samodzielnego montażu na podstawie otwartej dokumentacji. Znów, zero konfliku interesów i fakt, że pisze dla niezwykle popularnego magazynu Wired nie ma oczywiście żadnego wpływu na powodzenie biznesu. Biznes ma być ekstremalnie otwarty, więc Anderson ujawnił nawet wysokość narzutu (40%), ale jak sam się przyznał jest to narzut oficjalny, bo ten nieoficjalny jest tajemnicą ponieważ kupując części hurtem dostaje dobry upust... Przemyślenie tego faktu pozostawiam wszystkim postulującym totalną otwartość w biznesie...
Posted at 07:40 AM in Komentarze | Permalink
Nie ma już nic świętego... Hakerzy zademonstrowali sposób na zapamiętywanie sekwencji klawiszy wciskanych przez użytkownika na klawiaturze Apple. Zaprezentowali też prosty dowód na to, że ich pomysł działa. Oznacza to, że niedługo pojawią się narzędzia zapamiętujące wszystko co napiszemy na klawiaturach pracując z ulubioną makówką... hasła, numery kont, itp., itd.
[update: Sun Aug 2 09:48:10 MEST 2009]
Atak opisany w atrykule, do którego zamieściłem łącze na początku tego wpisu jest szczególnie niemiły ponieważ kod szpiegujący nas zostaje zapisany w pamięci flash klawiatury, więc nie pomaga nawet reainstalacja systemu. O ile klawatury zewnętrzne można naprawić odtwarzając oryginalną zawartość ich wewnętrznej pamięci flash, to problem pozostaje nierozwiązany w przypadku klawiatur w notebookach, bo nie można ich łatwo samemu podłączyć do innego komputera w celu odtworzenia zawartości pamięci flash.
Czekamy na łatkę do Apple...
Posted at 08:08 AM in Bezpieczeństwo | Permalink

